„Primum non nocere” – po żeglarsku nie szk[u]dź w szkutni.

20150813_120956

Sezon zimowy rozpoczęty, a więc my zamiast krzyczeć “kup pan bojer – lataj z nami”, kierujemy nasze kroki do szkutni.  Switch sezonów to zmiana żeglarskiej warty w klubie. Zima to okres sportowych zmagań i aktywności dla bojerowców (trzymamy kciuki Koledzy!) i prac remontowo-porządkowych dla innych teamów. Uprzedzając Wasze pytanie 🙂 – nie, morze wtedy nie zamarza, ale my wolimy literki c, w i p od s, l i m (od nazw miesięcy), a zmine wody, zdradzimy Wam w tajemnicy, da się obrać za cel wyprawy również latem. Ehhh marzy nam się Grenlandia, albo chociaż Kanada… Ale nie o tym..  Co to ta szkutnia jest? – ano, to żeglarski warsztat, miejsce gdzie po  okresie

 

letniej eksploatacji przygotowuje się jachty do wiosny i ponownego zejścia na wodę. Zwykle jest z tym sporo zamieszania, bo tak jak w gospodarstwie na jesieni jest zwykle ciężka orka, tak samo jest i w szkutni. I tu i tu zbieramy owoc ciężkiej pracy, z tym że w przypadku jachtów, trzymając się rolniczych metafor, plony to zwykle sama zgnizlizna i przemarźnięte bulwy 🙂 Nie ma co ukrywać, sprzęt pływa – sprzęt obrywa. Zwykle wraca do hangarów w najlepszym wypadku trochę poobdrapywany, w gorszym okraszony nalotem z glonów i sperforowany mrozem oraz nasiąknięty wodą, ale bywa i tak, że częsci ruchome są powyrywane, a kadłub pomiażdżony od udeżeń w pomost.. Co robić? – trzeba skrobać, matowić, szlifować, matowić, lakierować i łatać. Nie ma rady. Ale są też przyjemniejsze aspekty prac szkutniczych związane z dobieraniem takielunku czy osprzętu i usprawnianiem mechanizmów oraz instalacji jachtowych. Poznając konstrukcję jachtu i ucząc sie określać punkty przyłożenia różnych sił działających na jednostkę, aby w dobrych miejscach poprzykręcać to i owo, wiele o żeglowaniu można się dowiedzieć. Hmm po zeszłorocznym sezonie spędzonym ramię w ramię z klubowymi szkutnikami, nie boję się podsumować tego jako tajnych kompletów z teorii żeglowania i materiałoznawstwa (kwasówka, stalówka…no wiecie te klimaty :). Ale do rzeczy…o co z tą szkutnią tak właściwie chodzi.

Co roku, Andrzej Wróbel, cichy bohater wszystkich letnio-wiosennych eskapad pod żaglami, które odbywają się na klubowych łódkach, otwiera swój szpital chorych sprzętów. Czule gładzi skopane pokłady, z troską masuje rozorane burty, dmucha na ukręcone pantografy i pięty masztów, wtyka palce w dziurawe żagle i załamuje ręce nad przetartymi i niepoobrabianymi kłębowiskami lin.  Mruczy sobie wtedy pod nosem – wiem, co mówiem, podsłuchałam 😉 – “Dobrze Was widzieć biedactwa, spisałyście się na medal wożąc niewdzięczne żeglarskie tyłki. Kilka tygodni w moich łąpskach i będziecie błyszczeć jak Ludwik XIV” :). Na czym więc polega problem? – otóż, stosunek członków klubu korzystających ze sprzętu i/lub z wyrazem wielkiej troski na twarzy gadających o nim NIE JEST wprost proporcjonalny do liczby chętnych do pomocy Andrzejowi klubowiczów. Halo!! – wszystkie ręce na pokład!! Klub to wspólnota ludzi połączonych pasją do żeglarstwa oparta na zasadzie wymiany. Korzystasz z zasobów klubu, ze sprzętu, z wieloletniego doświadczenia innych członków, z lokali, folty transoprtowej, a może klub wystawia ci afiliację na zawody i wysyła na regaty, albo szkoli? – tak?? to chcemy Cię widzieć w zimę w szkutni. Siebie tez chcemy tam widzieć rzecz jasna :).

W zeszłym roku Sekcja Morska Team zrealizowała zimą projekt “SZKUTNIK”, zapewne przez Kolegę Wróbla ochrzczony “projektem SZKODNIK” :). Gdyż przez kilka miesięcy, co tydzień, chodziliśmy do Andrzeja uczyć się i pomagać. Matowić, malować, skeljać, lakierować – taki był początek. Nie mieliśmy absolutnie żadnego doświadczenia, ale mieliśmy za to dwie lewe ręce…no i dużo dobrych chęci, którymi jak wiadomo jest piekło wybrukowane. W szkutni jest sporo tematów, na które trzeba uważać, zasad korzystania ze sprzętu i narzędzi, które chronią je przed uszkodzeniem. Nie ma po co zadzierać nosa i chodzić tam swoimi ścieżkami. Jest majester – profesjonalista, jest wiedza – koniec kropka. My finalnie dostaliśmy do wyszykowania Omegę. Ambitne zadanie – nie powiem. Trochę byliśmy wydygani… Miesiąc prac i DUMA <3 – tutaj można poczytać, jak nam poszło: remont klubowej Omegi. Dziękujemy Andrzej!

Podsumowując, chcemy zachęcić Was, czyli wszystkich (dziewczyny, chłopaki, matki, ojców, humanistów, inżynierów, podróżniczki i księgowe). Chodźcie z nami podłubać w łodkach, pozaglądać w przepastne szuflady pełne ustrojstw, których świat nie widział…. czasem nawet od 40 lat. Trzeba tam jednak pójść systemowo, tak aby pomóc a nie być kolejnym chorym sprzętem do głskania dla szkutników. Proponujemy klubowy dzień w szkutni, raz- dawa razy w meisącu. Damy znać kiedy to będzie , jak obgadamy temat. A wy myślcie? – szykuje się fajne doświadczenia do łyknięcia dla wszystkich przyspawanych do klawiatury nierobów 😛

 

Print Friendly, PDF & Email