Jak sformatować załogę na resj wyprawowy?

eda-full-sail-cropped-e1353090608546YACHT KLUB to enklawa tradycyjnego żeglarstwa opierająca się zasadom rządzącym rynkiem rejsów i komercyjnych szkoleń. Część z Was powie żeglarski beton. A ja powiem, że jest to jedna z niewielu wielopokoleniowych społeczności połączonych wspolną pasją, która pozwala na robienie żeglarstwa nowoczesnego w zgodzie “ze sztuką”. O moim subiektywnym spojrzeniu na formatowanie i wyszkolenie wyprawowych teamów będzę Wam pisać przez zimę – będzie o perspektywie mojej, ale i obserwacjach z Klubu zaczerpniętych, a także poglądach innych kolegów i koleżanek, co to zgodni ze mną nie bywają ;), np tych zachłyśniętych komercjalizacją tradycji lub kewlarem 😀 Zaczynamy!

 

Jak wspominacie swoje szkolenia na stopnie? Gdyby Was o to faktycznie zapytać, to pewnie byłoby tyle opinii ilu ludzi, nie obyło by się bez wątku kapitanów na punkciki oraz papierowych starych wyjadaczy, ktoś jeden dorzuciłby o bezsensownej liberalizacji przepisów dotyczących wyszkolenia żeglarskiego w PL, inny ktoś  o odwiecznym starciu KingKong vs Godżilla na arenie żeglarskich szkoleń, czyli patentach PZż vs RYA. Jestem też pewna, że nie obyło by się bez dyskusji na temat starej szkoły i komercyjnych kursików, niedouczonych instruktorach i zaśniedziałej nieco świetności Ośrodków Wyszkolenia Zeglarskiego takich jak Trzebież czy gdyński CWM….

A co by było gdyby zapytać Was o Wasz pierwszy kapitański rejs? ha! – nooo zapewne zrobiło by się dużo bardziej osobiście – i dobrze – bo, rejs kapitański to nie kwestia zgłoszenie się i zapisania na zajęcia, gdzie ktoś wrzuci Wam gotowca, a Wy staniecie sobie tylko za sterem dumnie prężąć pierś. Rejs kapitański to indywidualna decyzja, raz, o tym, że chcę przygotować koncept i trasę tripu, dwa, że biorę na siebie odpowiedzilność za bezpieczeństwo swoje i załogi. Dużo zwobowiązań? – no trochę tego będzie.. Poza tym sterta emocji, ekscytacji i innych wrażeń towarzyszących debiutom. A więc w Waszych zeznaniach może byłoby więcej “morskich opowieśći z krwi i kości”, baaaadzo szczegółowych informacji o przygotowaniach, obaw czy to już, opisów dojrzewania do TEJ decyzji i….cała masa przygód z samego pływania (bo nie wiem czy wiecie, ale skipperom nagle wyostrzają się wszytkie zmysły..i widzą dalej, słyszą więcej i czujniej analizują otoczenie;). Pewnie nie obeszło by się też bez sylwetek kapitanów, którzy pokazali Wam morze, przytaczania rejsów, gdzie uczyliście się na czym polega życie na pokładzie, jak się sztormuje i jak się w zasadzie odnaleźć w pajęczynie zalezności panujących na akwenie. Kto nie słyszał anegdotek chociażby o pierwszych próbach zameldowania się w marinie na kanale portowym przez skipperów nowicjuszy :).

Przykłady wątków jakie mogłyby się pojawić się w waszych odpowiedziach na pytanie o pierwszy samodzielny resj można by mnożyć. I dobrze, bo to ciągle taki żeglarski break event point, do którego nie docierają wszyscy i nie wszyscy chcą dotrzeć. Nie każdy musi być kapitanem, ale pływając żeglarzem musi się czuć i być. Każdy, kto chce pływać, musi więc odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie żeglarstwo go interesuje – wyprawowe, sportowe, komercyjne, imprezowe – i jak widzi swoje miejsce na pokładzie. Czy chce być wożonym żeglarską taksówkę ziemniakiem, czy woli polansować się w portach schodząc z superjachtu, czy chce się szkolić i zwiększać żeglarską samowystarczalność, czy też postanawia być kompetentnym załogantem w dalekomorskich wyprawach. Spokojnie! –  dla każdego miejsce się na pokładach się znajdzie:) Ale za opowiedzeniem się za którąkolwiek z opcji idze decyzja o zajęciu określonego miejsca w sekwencji dowodzenia, jaka obowiązuje na pokładzie. Dobrze wyszkolony żeglarz potrafi dopasować się elastycznie do roli, która akurat przypadała mu w udziale. Jak decyduje się być I oficerem, to prowadzi nawigacje i jest prawą ręką kapitana, jak odpowiada za wyżywienie, to wali łyżką po głowie niesubodynowanych wyjadaczy chleba i na 8-metrowje fali smaży placki, a jak chce być turystą, to nie przeszkadza skipperowi w trudzie sterowania jachtem i opala się na dziobie. Wniosek z tego przydługiego wywodu jest jeden: na jachcie zawsze jesteś częścią większej układanki, im więcej pływasz, tym lepiej widzisz kształty puzzli, do których musisz się dopasować. Bo rejsy morskie różnią się od wszystkich innych aktywności żeglarskich tym, że poza umiejętnościami nautycznymi, wymagają też umiejętności życia na statku i funkcjonowania w załodze. Podsumowując, jeśli myślimy o wyszkoleniu żeglarskim, to jedziemy z tematem dwutorowo: pracujemy nad warsztatem żeglaraskim, ale także nad umiejętnością odnajdywania się w pokładowej sekwencji dowodzenia. Kapitanem nie zostanie się więc bez załogi, która najpierw jako oficerowi, a potem skipperowi, da Ci możliwość wytrenowania się w obydwu aspektach. Z drugiej strony, załoganem również się nie staniesz, jeśli kapitan nie będzie potrafił sformatować życia na jachcie w odpowiedni sposób. Tak więc szkolenie morskie bazuje na najstarszym mechanizmie świata. Jakim? – no dobra, nie będę Was trzymać w niepewności:) WYMIANIE. Taki zwykły barter, gdzie ktoś lepiej doświdczony, za Twoja gotowość bycia załogantem, daje Ci coś niesprzedawalnego – pokładowy know how, a ty pozwalasz mu sprawdzić, na ile on nad tym pokłdem jest w stanie zapanować. Stawanie się kapitanem, bez względu na to co myślimy o polityce i regulacjach prawnych w zakresie szkoleń oraz jakie mamy przekonania, co do stopnia trudności procesu dochodzenia do samodzielnego sterowania jednostakami, musi odbywać się w specyficznych warunkach:

  • na jachcie panuje określona w kodeksie morskim sekwencja dowodzenia. Wszyscy członkowie załogi są zobowiązani do jej przestrzegania
  • żeglarstwo morskie wymaga samokształcenia, nie jest ani wiedzą tajemną, jaką można posiąść dając się przeczołgać na rejsach morskich durnym kapitanom, ani prostym jak konstrukcja cepa spisem instrukcji, do wyklepania na drogim kursie
  • idealne szkolenie opiera na się na mechaniźmie wymiany  między “uczniem i mistrzem” (uwaga! jest to zawsze proces dwustronny, co oznacza że role te nie są constance).

W sekcjnym teamie (Sekcja Morska Team) uważamy, że współcześnie kapitan to odpowiednik XIX wiecznego podróżnika. Amundsen, Scott czy Shackleton – żadnemu z nich nie odmówicie przecież ani jednego ani drugiego miana. Każdy z nich, przygotowując swoje podbiegunowe podboje, był świadomy każdego z etapów przygotowń do rejsu oraz nadzorował wyprawę per se. Szkolimy się więc, nie ukrywajmy od razu  że z mozołem, ale tak, aby w modelu otwartym przetrawić z uczestnikami wyprawy i etap przygotowań i płynięcia i rozliczenia po zawinięciu do portu przeznaczenia. Kiedy zaczyna się wyprawowy rejs szkoleniowy? Lekką ręką licząc pół roku przed zaokrentowaniem, to dla załogi…a dla instruktora i organizatora jeszcze wcześniej. Idzie zima, tym tekstem otwieramy dyskusję o tym czym mogą, są, były i powinny być Waszym zdaniem klubowe niekomercyjne rejsy szkoleniowe to po pierwsze, i po drugie, jak korzystając ze środowiska jakie YACHT KLUBY wspierają, szkolić przyszłych kapitanów i zgrane teamy wyprawowe. Otwieram wątek, zapraszam do dyskusji – poszło!..

Print Friendly, PDF & Email