Wybrane fragmenty z historii żeglugi wiślanej.

Wisła przez wiele wieków była najpopularniejszą drogą transportową na ziemiach polskich i jedną z największych dróg wodnych w Europie. Spławiano nią i zaopatrywano Europę Zachodnią we wszelkie dobra, jakimi dysponowała Polska czyli drewno, smołę czy zboże (nie bez przyczyny nasze ziemie nazywane były spichlerzem Europy i uważane za nieocenione zaplecze do budowy statków). Złoty okres transportu rzecznego przypada na XVI-XVIII w. czyli okres, w którym Polska władała nad ujściem Wisły. Kiedy w czasie rozbiorów rzeka została podzielona, bo każdy z zaborców miał swój pomysł na transport rzeczny, cła między zaborami były tak wysokie, że transport rzeczny stał się nieopłacalny i znaczenie Wisły w tym dziale gospodarki znacznie zmalało, dodatkowo dobijane przez wzrost znaczenia kolei.
Choć znaczenie transportowe Wisły zostało ograniczone, drożna droga wodna została zachowana dzięki rozwojowi turystyki.
Przez lata (od połowy XIX w. do lat 80. XX w.) po Wiśle pływały parowe statki pasażerskie (poruszające się za pomocą maszyny parowej i napędzane napędem kołowym, tzn. bocznokołowce i tylnokołowce). Jakby ktoś nie wiedział – film „Rejs” – poza solidną dozą satyry – jest opowieścią o podróży właśnie takim statkiem (w filmie nazwanym „Neptun”, naprawdę zaś noszącym imię „Dzierżyńskiego”).
Yacht Klub Polski Warszawa był także właścicielem takiego statku – i z tym wiąże się pewna ciekawa historia.

Czy wiecie, że część nabrzeża klubowego portu w Jadwisinie jest zbudowana na zatopionym przy brzegu statku parowym „Gen. Świerczewski” (zbudowanym w 1914 r. jako bocznokołowiec „Stanisław”)? Statek ten został zbudowany jako statek towarowo-pasażerski, napędzany przez dwa boczne koła łopatkowe siedmioszuflowe. Zaraz po zbudowaniu został on przejęty przez Rosjan i przemianowany na statek szpitalny i jeszcze w 1914 r. został zatopiony w Modlinie przez wycofujące się wojska rosyjskie.
W 1919 r. został wydobyty i przebudowany i pływał na trasie Warszawa-Płock-Włocławek-Toruń, z macierzystym portem w Toruniu. W czasie II wojny światowej stacjonował w Warszawie i używany był sporadycznie. W 1944 r. podczas powstania warszawskiego został ponownie zatopiony – tym razem w Warszawie – i tym razem nieco szybciej wydobyty, bo w 1945 r. Odremontowany w Płocku i upaństwowiony w 1947 r. został przemianowany na „Gen. Świerczewskiego”. Pod tą nazwą, kilkukrotnie remontowany, pływał po Wiśle do 1975 r. Po tym roku zaczął stanowić pewien kłopot dla Żeglugi Warszawskiej. Ekspertyza dotycząca kosztów remontu wykazała, że wartość napraw znacznie przekracza koszty samego statku. Akcja medialna, mająca uratować „Gen. Świerczewskiego” od pocięcia na żyletki poskutkowała tym, że w 1980 r. ŻW przekazała statek Yacht Klubowi Polski, który wyraził chęć zaopiekowania się wysłużonym parowcem. Statek doznał niewielkich napraw i został przeholowany do Jadwisina, gdzie przez 12 lat funkcjonował jako przystań klubowa.
Bez niezbędnych (acz kosztownych) napraw statek, pod wpływem warunków atmosferycznych (m.in. napierającej kry) w 1992 r. przełamał się i poszedł na dno – niczym Titanic…

Ta smutna historia przypomina nieco naszego Nieporętowego hulka „Ziemowita” – tyle, że „Ziemowit” jeszcze wystaje ponad wodę…
Nasza „Durna Baba” na szczęście nie jest tak trudna w utrzymaniu jak parowiec turystyczny na 400 osób, więc jest szansa, że nasza eksploracja Wisły skończy się większym powodzeniem 🙂

Pomoc do artykułu:
http://www.zegluga.wroclaw.pl/forum/viewthread.php?thread_id=219
oraz nieodzowna wikipedia.org 🙂

Print Friendly, PDF & Email